Napisałabym więcej o Korei, bo jej się należy, bo bardzo polubiłam i uważam, że warto. Ale sił brak i wspomnienia się trochę zatarły (tzn. są dokładnie zapisane “w umyśle i sercu/ na ślubnym kobiercu”, ale trudno by mi było tak chronologicznie, co i jak, jakie odczucia i w ogóle. Przepraszam. Część 3 będzie o wycieczce do strefy zdemilitaryzowanej, pod granicę z Koreą Północną.
To miał być główny punkt naszej “wyprawy” do Korei Południowej. Chciałyśmy zobaczyć, jakby mogło wyglądać nasze życie, gdyby rok 89 nie przyniósł żadnych zmian. Być może wyglądałoby ono aż tak dramatycznie jak w przypadku obywateli (czy raczej niewolników) Korei Północnej, ale pewnie o podróży poza granice kraju mowy by nie było, i o “złej zagranicy, gdzie ludzie egzystują na granicy ubóstwa, zjadają siebie nawzajem i mają ogony” dowiadywałabym się z “podręczników” i innych oficjalnych, “jedynie poprawnych” publikacji. Tak właśnie wygląda propaganda polityczna w Korei Północnej. Na granicy znajduje się miasteczko propagandowe, które ma służyć “przegranym” z Korei Południowej za przykład tego, co by zyskali, przekraczając Most Bez Powrotu. Ta strefa ustanowiona 1953r., kiedy wojska obu stron zgodziły się na wycofanie 2000m wgłąb swoich krajów, to 241km tylko pozornego porozumienia.
The USO Panmunjom tour ma pomóc ludziom zrozumieć sytuację tych syjamskich państw. Ma sprawić, że poznamy problemy ludzi żyjących w tych dwóch światach, ludzi, którzy kiedyś stanowili jeden naród. Tak przynajmniej obiecywały ulotki. Już początek nie wróżył nic dobrego. Stawiłyśmy się w bazie USO o 7.30 rano, wyjazd do oddalonej o godzinę od Seulu strefy zaplanowany był na 8.15. Polka, Czeszka i Włoszka. Resztę uczestników stanowili Amerykanie – rodziny stacjonujących w Korei żołnierzy i turyści z Australii i Niemiec. Każdy z nas otrzymał plan “wycieczki”, plakietkę przedstawiająca Myszkę Miki w wojskowym uniformie (napis głosił, że wspomagamy armię amerykańską (?!) oraz…cukierka, jeśli się miało ochotę (pełna abstrakcja). Po wejściu do autokaru zaczęły się rozmowy na temat miejsca, które mamy “zwiedzać”. Jakoś się nie zdziwiłam, słysząc rozmowę amerykańskiego małżeństwa, która przebiegała mniej więcej tak:
Żona (zatroskanym głosem): “Nie wiedziałam, że Korea ma nadal takie problemy polityczne”.
Mąż (śmiejąc się nerwowo): “Ja w ogóle nie wiedziałem, że ma jakiekolwiek problemy!”
Jeśli ten program naprawdę w jakikolwiek sposób wpłynął odrobinę na ludzi, którzy w nim uczestniczyli, byłabym szczęśliwa. Ignorancja, z którą czasem się spotykamy, przeraża.
Później było trochę dziwnie. Po dotarciu na miejsce zostaliśmy zgromadzeni w pomieszczeniu, które przypominało salę kinową. Zapoznano nas z historią projektu DMZ, z jednostkami tam stacjonującymi i z codziennymi obowiązkami żołnierzy koreańskich i amerykańskich, jak i niebezpieczeństwami na nich czyhającymi. Wręczono nam plakietki potwierdzające nasz oficjalny status ‘turysty’, uczestnika ciekawskiej ferajny zorganizowanej przez USO.
Wesoły autobus ruszył dalej.

Bridge of No Return
Jak zgrabnie przetłumaczyć to na polski? Ukaszu-san, pomożesz?
Te 241 km jest prawdopodobnie najbardziej strzeżona granicą na świecie. A to most wyboru. Tzn. “pozornego” wyboru, jak wszystko zresztą w tym rejonie – wszystko jest umowne, na słowo, wojna teoretycznie może wybuchnąć w każdej chwili. Jeśli zdecydujesz sie przekroczyć ten most (z Korei Południowej do Północnej), nie możesz wrócić. Jeśli chcesz się dowiedzieć co dzieje się z rodziną, którą zostawiłeś uciekając (czasami się udaje wyrwać z tego piekła) lub byłeś jednym ze szczęśliwców, którym w ramach pokojowych rozmów zezwolono na przejście na drugą stronę, jednak w “tamtej” rzeczywistości, ale na “tamtym” świecie zostawiłeś przyjaciół i całą swą przeszłość, nie możesz wrócić. Ryzykujesz nie tylko wolność. Przeważnie stawką jest życie. Zainteresowanych tematem proszę o poświęcenie kilku minut na przyjrzenie się problemowi Korei (i nie tylko) na stronie: http://www.pomagamy.pl/niusy/korea_polnocna_egzekucje_na_uchodzcach_nachrichten.htm

Propagandowe Miasteczko
To propagandowe miasto nie żyje. Jest jak tekturowa atrapa w studio Hollywood. Początkowo płacono ochotnikom, którzy zgodzili się zamieszkać w jego białych murach, później zrezygnowano nawet z tego. Ten szkielet ma za zadanie świadczyć o tym jak normalne i przyjemne jest życie w Korei Północnej, a jej obywatelom nie brak niczego. Ot, taka utopijna wizja wodza, w którą i tak nikt nie wierzy.
Za zdobycie flagi z tego masztu “po stronie przeciwnika” wyznaczono 1 000 000 USD nagrody. Jest ktoś chętny?

Rogatka
Żołnierz koreański na posterunku.
Niedaleko znajduje się budynek, w którym stacjonowali niegdyś żołnierze polscy.

ZOO
“Przewodnik” sypał żartami niemal bez przerwy i słoneczne promienie marcowego poranka odbijały się w bielutkich uśmiechach wesołej gromadki. Dziwnie tak powiem Wam. Czułam się nieswojo, stojąc tam, będąc jedną z tych, którzy przyjechali poobserwować z bezpiecznej odległości (nie przekracza się wyznaczonego pasa, który chroni przed kulą przeciwnika) jak to jest po tamtej stronie, gdzie ludzie żyją jak zwierzęta i umierają gorzej od nich, gdzie życie ludzkie nie ma żadnej wartości. Miałam wrażenie, że dla niektórych z nich to kolejna wycieczka, zdjęcia z której włoży się do albumu zaraz po zdjęciach z Disney World.

Nie spoglądaj w stronę żołnierzy Korei Północnej
Oczywiście o jakichkolwiek próbach kontaktu (słownego, wzrokowego) z żołnierzami Korei Północnej mowy być nie może. A żołnierze pełnią wartę częściowo schowani za budynkiem, gdyż, jak uczy historia, nawet traktaty, pakty, ani żadne podpisy nie chronią przed nieoczekiwanym atakiem (incydent taki miał miejsce).
Na koniec zwiedzaliśmy tunel, który został odkryty przez Koreę Południową w latach70′, a ostatni w 90′. Wojsko Korei Północnej rozpoczęło budowę kilku tuneli, którymi planowało przedostać się w rejony Seulu i stamtąd rozpocząć inwazję. Cały czas trwają poszukiwania kolejnych.
Cały program zakończył propagandowy film (tym razem propaganda Korei Południowej) ukazujący historię wojny koreańskiej i przyszłość podzielonego narodu, który w końcu doczeka się zjednoczenia. Być może był to dość naiwny obraz, ale na pewno chociażby ze względu na to, że horror tych ludzi (ponad 20% społeczeństwa Korei przed podziałem) trwa nadal, salwy śmiechu w wykonaniu obywateli amerykańskich wprawiły mnie w osłupienie. Ogólnie, to pomyślałam sobie jedno: banda X (tu wstaw słowo wg własnego uznania).