[bũj̃n͇ˈʧ̑uʧ̑ne] powstanie z popiołów

Niektórzy mają swe zastępy psychologów:  jednego od głaskania, drugiego od mobilizowania, trzeciego od stawiania pod murem, psychologa strukturalistę, który rozkłada i składa człowieka jakby to był najlepszy zestaw LEGO System, kolejnego od tysiąca pytań i nawet nie setnej części ułamka odpowiedzi na nie. Próżne to i czasochłonne. A przecież można łatwiej. Można tutaj, tak sobie, o, można pisać, kolekcjonować zdarzenia, klasyfikować myśli, stawiać pytania, nie żądać albo i żądać odpowiedzi. Można brać pod uwagę grupę targetową, ale można ją też bezpardonowo zlekceważyć, stawiając się na pozycji axis mundi i od innych oczekiwać dostosowania orbity względem siebie. Co ja teraz w przypływie fal niosących plankton samouwielbienia czynić będę. Zapamiętale. Wznosząc toast za względną harmonię ciała i umysłu przede wszystkim. Skål!

Nie będzie ciekawie, nie będzie nowinek, zdjęć także mniej, bo człowiek się z wiekiem zamienia w stalagmit, którego opisywać można na przeróżne sposoby, jednak w charakterystyce takiego nie znajdziemy z pewnością słów: spontaniczność や chwilowość や  lofer や łazik や nieprzewidywalność など. I nagle to uczucie rozczarowania, że moja mapa świata wytarła się i rozdarła w tak niewielu miejscach dotąd. I że coraz trudniej będzie o te nowe pęknięcia, o głębsze szramy na ciele, bo to jak stygmaty dla mnie- każda ma swoją historię, zapamiętane miejsce i okoliczności.

No więc niech ten powrót będzie powrotem bardziej egoistycznym.  Przeważnie powroty bywają właśnie takie. Cała uwaga koncentruje się (a przynajmniej w zamierzeniu powinna się koncentrować) na osobie powracającego, są chorągiewki, serpentyny i przyjaciele wyskakujący zza kanapy. A później na tle podrygującego wesoło i szczerze rozentuzjazmowanego tłumu (ewentualnie garstki przyjaciół, ale za to najlepszych) wjeżdża tort z bezbożną wręcz ilością lukru i czekoladowych dekoracji. I jest niewiarygodnie pyszny. Ale niech ten powrót jest na moment tylko, niech jest jednocześnie zapowiedzią czegoś nowego, że ja tylko zmienię buty, spakuję kilka niezbędnych rzeczy i w drogę! Niech będzie sposobem na uniknięcie zestalagmitowania. A to śmierć straszna i powolna.

Więc szukaj, szukaj krążownika dróg, zostaw, zostaw wszystko, co ciężkie i złe, jedź, przed siebie jedź.

I wcale lekce Was sobie nie ważę. Żartowałam. Ruszacie ze mną?

M

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.